Z Aten do Salonik

Termopile

Dwa główne miasta Grecji — Ateny i Saloniki — łączy komunikacja powietrzna, morska i lądowa. Lądem wiodą trzy trasy: kolejowa (515 km), drogą szybkiego ruchu (514 km), i odcinkami szos zwyczajnych, które nie omijają, lecz łączą ze sobą różne miasta i miejscowości.
Autostrada biegnie przez Termopile i przełom Piniosu (wąwóz Tembi). Termopile okrążamy głęboko w ląd wciętą Zatoką Eubejską — i nagle równinną, prawie monotonną jazdę przyhamowuje wystawny pomnik i jakieś pawilony turystyczne, wznoszące się tuż przy drodze. Po jednej stronie autostrady mamy góry, nic szczególnego, tyle że spadziste, strome, a po drugiej stronie dzieli nas od morza płaski, brzydki, nieprzejrzysty i bagnisty teren, porośnięty jak okiem sięgnąć szuwarami i sitowiem. W sumie nic ciekawego. A jednak…
Bo niech nas nie bałamuci ta przymorska namulista nizina, tak niepozorna, tak marna. Ten pomnik, te góry od strony lądu, samochodowy parking i ożywiony ruch… nie, nie mylimy się, to przecież jednak Termopile, miejsce, przy którym ongiś kończył się ląd górski, a zaczynała toń morska. Zwężenie do 50 metrów zamknięte było zaporami (pyle), a w pobliżu tryskały gorące źródła (fermat). Przybyliśmy do punktu, gdzie w 480 roku pne. garść obrońców Grecji-ojczyzny legła pod nawałą najeźdźców z Azji. Historia i legenda podały sobie ręce, by unieśmiertelnić tysiąc obrońców przeciw stu tysiącom napastników. Termopile nie raz były świadkami najazdu barbarzyńców na Grecję. Galowie Brennusa tędy się przedzierali, Rzymianie Aciliusa, Goci Alaryka i jeszcze Niemcy Adolfa Hitlera. Żadna z tych inwazji nie żyje w pamięci powszechnej, tylko ta jedna, najważniejsza — najazd starożytnych Medów i Persów.
Kserkses pokonał Hellespont, pokonał burze morskie i przesmyk lądowy Atosu. Pozycja obronna w wąwozie Tembe była nie do zdobycia, a przecież król królów obszedł ją gładko i bez liczących się strat ciągnął na Ateny, nieubłagany jak los. Kto miał rozum, uginał się przed władcą Wschodu, przyrzekał posłuszeństwo i wierność. Tesalia, potem Teby. Monarcha perski, mściciel klęski wojsk swego ojca pod Maratonem, przyjmował hołdy i już się widział panem Aten, panem Koryntu, panem Sparty.
Termopile są ciasną bramą do Attyki. Obsadzone załogą wojskową są nie do zdobycia? Ale od czego manewr okrążający, jakieś obejście musi przecież istnieć. Musi się znaleźć i jakiś Przewodnik, który przez górskie ścieżki przeprowadzi.
Znaleźli się: i przewodnik-zdrajca, i obejście górami. Efialtes z Melis przeprowadził gwardię przyboczną Kserksesa ścieżką Anopea po zboczach góry Kallidrornos na tyły górskich pozycji. Jedno się nie sprawdziło w kalkulacji Kserksesa. Spartański król Leonidas I, choć większość obrońców odesłał do Aten, nie skapitulował, przeciwnie zdecydował się na straconą obronę, na czele pozostałych przy nim 300 Spartan i 700 Tespijczyków. Po zacieklej parogodzinnej walce wszyscy zginęli — także 300 Tebańczyków, którzy znaleźli się w obozie greckim jako zakładnicy. Trupa Leonidasa kazał Kserkses ukrzyżować, odciąwszy mu wpierw głowę.

Termopile - Pomnik Leonidasa
Termopile – Pomnik Leonidasa

Bohaterstwo żołnierzy i ich dowódców znakomicie umieli wyzyskać helleńscy propagandyści i agitatorzy polityczni; jako atut moralny w wojnach perskich znaczyła przegrana obrona Termopil stokroć więcej niż jakaś wygrana bitwa. I po dwudziestu pięciu wiekach Termopile są nadal wzorem, przykładem, symbolem. I zadaniem dla wyobraźni. Sperchios, niosąc w ciągu wieków muł i żwir, odepchnął morze od Termopil i — co tu przeczyć — zeszpecił okolicę, wśród której nikt by się nie zatrzymał, gdyby nie historia. Wchodzimy więc na tzw. Wzgórze Leonidasa, niewielki pagór pod autostradą, na którym miał się rzekomo znajdować grób króla-wodza i poległych żołnierzy i miał stać kamień z tyle tysięcy razy cytowanym napisem „Przechodniu, powiedz Sparcie, że tu spoczywamy, wierni jej prawom” … I ulegamy niewytłumaczonemu czarowi tego miejsca, z którego najlepiej ogarnąć okiem pyszniący się z drugiej strony autostrady, współcześnie (1955 r.) wzniesiony pomnik. Na podestale ogromny helleński hoplita w hełmie, z włócznią w jednej, a z tarczą w drugiej dłoni. Półkolem otacza go od strony namulisk Sperchiosu paradny mur z płaskorzeźbą, wyobrażającą, dość fantazyjnie, przebieg bitwy. Hoplicie towarzyszą po obu stronach jakieś leżące, marmurowe postacie, a na tylnej ścianie muru Znajdziemy wyryte skrupulatnie nazwiska współczesnych fundatorów pomnika.
Szosa do Salonik wiedzie najpierw przez Teby do Lewadil. Pierwsze za Lewadą większe miasto to Lamia, odległa od Lewadli 94 kilometry. Droga mało ciekawa. W pobliżu ruiny różnych miast, z którychsdo dzisiaj niewiele ocalało, ale są jednak interesujące — trafi się też trochę miejscowości młodych, bez historii, za to z próbami uprzemysłowienia. Elatia (staroż. Elatea), Trachis, Iraklia (staroż. Herakles Trachnia) — wiele jest w okolicy miast-wspomnień o świetnej historii i nikłej teraźniejszości. Najwięcej uwagi wzbudziły ruiny Orchomenos, w których już Schliemann grzebał. Orchomenos było miastem już w epoce przedhistorycznej, a stolicą wcale silnego państwa Miniów już w epoce archaicznej. Miniowie współdziałali z Mykenami, budowali pałace, świątynie. Na wojnę z Troją wystawili 30 okrętów, ale potem przegrali rodzimą wojnę z Tebami, i odtąd już nigdy nie odzyskało Orchomenos znaczenia. Lamie liczy ponad 30 tysięcy mieszkańców i jest współczesną stolicą dawnej Fokidy, połączonej z krainą Fthiotis: symetryczne miasto, dość uprzemysłowione, więc i żywotne. Potężną Akrolamię fortyfikowali już tesalscy Malijczycy i ftiotcy Achajowie i nie były to słabe umocnienia, skoro Macedończyk Antypater wytrzymał pod ich ochroną napór wojsk ateńskich i ich sprzymierzeńców w tzw. wojnie lamijskiej (323-322 r. pne.), która ostatecznie położyła kres helleńskim nadziejom na obalenie macedońskich hegemonów. Na ruinach antycznych narosły średniowieczne i nowożytne fortyfikacje — dziś pospołu w ruinie.