Z Aten do Delf i Meteorów

Niełatwo im to poszło. Właściwie dopiero zdobycie i spalenie sąsiedniej Krissy przez zawistnych sąsiadów dała kolegium kapłańskiemu Delf wolną rękę. Wyzwolenie Delf nazwali Wojną Świętą, przy czym dla uniknięcia niemiłych niespodzianek w przyszłości zorganizowali Amfiktionię, czyli helleńską ONZ, złożoną z przedstawicieli czołowych państw greckich. Amfiktionia delficka przetrwała długo i odgrywała pewną rolę, chociaż stawała się kolejnym narzędziem państwa dominującego — Aten, Macedonii, Związku Eolskiego.


Wyrocznia tymczasem rozstrzygała spory międzypaństwowe i międzyludzkie, interweniowała w wypadkach losowych. Odgrywała w Helladzie rolę równie ważną, jak złowrogą. Intrygi delfickle były postrachem Grecji i jej obywateli. Oszołomiona wyziewami, często ograniczona, stara i zamglona Pytia-wróżbiarka siedziała na trójnogu, nad jamą, koło kamienia, który uznawano za pępek Ziemi (Omfalos) i plotła, co jej ślina na język przyniosła, albo czego ją nauczyli kapłani, stróże Delf.
Kapłani objaśniali wyrocznię, stosownie do swoich planów politycznych i wymogów taktyki, a prowadzili politykę partykularną, rozbijacką, społecznie zachowawczą. Wyrządzali Helladzie wiele szkód politycznych, przyczyniali się do jej degeneracji politycznej i do jej upadku. Ale równoćześnie dbali o wzbogacenie Delf dziełami sztuki, o rozbudowę świątyń, urządzeń sportowych itd. Delfy stawały się jednym wielkim zbiorem dzieł sztuki, mogącym rywalizować z Akropolem Ateńskim. Wyrocznie opłacano darami z całego wschodniego Śródziemnomorza, sława i wpływy Delf zdawały się nie mieć granic.