Z Aten do Delf i Meteorów

Widziałem łzy w oczach podróżującej Angielki, gdy wpatrywała się w Woźnicę, który teraz stoi na cokole, uhonorowany osobną salą — i łzy te nie wydały mi się sentymentalne. Ciemnymi, wprawionymi oczyma wpatruje się w nas spojrzeniem z wieczności anonimowy sługa, który ocalał, gdy przepadli jego panowie. Im pozostały imiona, jemu — podziw pokoleń.
W Delfach należy koniecznie zatrzymać się dłużej, przenocować. Nocą to miasto święte na tle czarnych ścian Fedriad jest jak z wrażeń mistycznych. Delfy to również dogodny punkt wyjścia do wyprawy na Parnas, do wycieczki w górę Delf na Fedriady i w dół Delf do źródła Zaleska, zdobywcza słowiańska nazwa wyparła antyczną nazwę Sybaris, Sybaris to był potwór, który zabijał i niszczył.

Mężny delfijczyk Eurybatos poszedł i zabił. Tu, gdzie potwór padł, trysnęło źródło. Fantazja ludzka jest bogata, ale krąży wszędzie wokół podobnych motywów. Dzięki Eurybatosowi ludność mogła w chwili napaści wrogów schronić się bezpiecznie w Jaskini Krypsana, którą pierwej Sybaris zajmował. Jedni do Krypsana, inni do Jaskiń Korycyjskich, i tak się udawała przeżyć od jednej wojny świętej do drugiej. Gdy nadciągnęli prawdziwi barbarzyńcy — Hunowie, Germanowie, Słowianie — wyłuskiwali uciekinierów z każdej kryjówki.