Z Aten do Delf i Meteorów

Zbiory są bezcenne: marmurowe posągi bogów, herosów, kurosów, ludzi i zwierząt, płaskorzeźby, fryzy, metopy, rzeźby przyczółkowe i figuralne, przegląd od archaicznych idoli do schyłkowego naśladownictwa klasyków, Sfinks Naksyjczyków, kariatydy Knidyjczyków i Syfnijczyków, nimfy, tancerki, atleci, filozofowie, jak ów filozof z III wieku ne., w którym dopatrzono się głowy Plotyna. Na płaskorzeźbach sceny zbiorowe, amazonomachia, wojna trojańska i inne machie, trudno zliczyć, trudno się rozeznać. Męskich postaci więcej, męskich nagości o wiele więcej.

Nagi jest atleta z chłopcem, nagi jest Agias, być może antyczna grecka kopia dzieła Lizypa i przede wszystkim wyzywająco nagi jest Antinous, nieśmiertelny ideał homoerotów. Najświetniejsza rzeźba w delfickim muzeum to naturalnej wielkości stojąca postać Aurigi, ocalonego ze zniszczonej kompozycji, do której należał jeszcze rydwan i para koni oraz (zapewne) druga postać męska. Ufundował tę rzeźbę Polizalos, brat tyranów sycylijskiego miasta Gela w pierwszej połowie V wieku pne. Imię heniochosa, czyli woźnicy, który dla swego pana wywalczył zwycięstwo na igrzyskach pytyjskich w wyścigach rydwanów, nie jest oczywiście znane. Nie znamy również imienia artysty, który Wożnicę wyrzeźbił. Historia uczciła pamięcią tylko właściciela koni i jego protektorów, Gelona i Hierona.