Z Aten do Delf i Meteorów

Delfy leżą na zboczu górskim Fedriad, zamkniętym Skałami Tytanów, a od strony Amfisy oddzielonym łysym grzbietem górskim. Krajobraz Delf, i słusznie, uchodzi za jeden z najwspanialszych i najwznioślejszych w Europie. Strome zbocza schodzą ku świętemu gajowi oliwnemu, który z równiny Chriso prowadzi do zatoczki Itea, odgałęzienia Zatoki Korynckiej. Góry mają wymiary potężne, mała ojczyzna grecka wydaje się dzięki nim zwielokrotniona.


Gościniec, od wczesnego ranka do późnego wieczora pełen aut i autokarów, jest rysą w krajobrazie, ale i złem koniecznym. Sam teren wykopalisk przecina Droga Święta. Blisko już z niej do Źródła Kastalskiego, u stóp zerw skalnych i skalistego wąwozu. Ta droga, nocą podświetlona lampami, umożliwia spacer przez Delfy bez naruszania ciszy i ciemności nocy. Jeżeli Grecja bizantyńska jest u nas stosunkowo mało znana, to Grecja klasyczna ma świetne tradycje w literaturze i jest obficie reprezentowana w literaturze podróżniczej. Dlatego tylko w telegraficznym stylu przypomnę, że wykopaliska delfickie składają się zasadniczo z dwu części: z okręgu Apollina Pytyjskiego, otoczonego murami z wielką świątynią Apollina pośrodku – oraz z okręgu gimnazjum i sanktuarium Ateny Pronaja. Do tych podstawowych zespołów sakralnych i świeckich budowli doszły już w starożytnych czasach urządzenia sportowe, ze sławnym delfickim stadionem. Nowożytni dokomponowali do antyku gmach muzeum wraz z pomocniczymi budowlami.