Siedem wysp

WYSPA RAJSKA. Takim właśnie mianem, „wyspa rajska”, lubią reportażyści darzyć wyspę Kerkira (Korfu). Kerkira, którą upodobali sobie możni tego świata, a za cel zdobyczny uznawały ludy stare i młode. Kerkirę — nie największą wprawdzie (594 km2), ale najczęściej odwiedzaną z Siedmiu Wysp — dzieli od Albanii tylko wąska (3 km) cieśnina Kerkira, a od lądu włoskiego ledwie 75 kilometrów, podczas gdy od Aten odległość w linii powietrznej wynosi 350 kilometrów. Już choćby te czynniki geograficzne sprawiają, że wpływy cywilizacji helleńskiej krzyżowały się tu z wpływami cywilizacji italskiej, co nie mogło nie wpłynąć na ogólny obraz wyspy.

Korfu
Korfu

Kerkira to wyspa urodzajna, o wiecznie zielonej roślinności, lesista — opadów tu rocznie więcej niż w Zakopanem, z tą poprawką, że deszcze są tu nawalne, ale przelotne i prawie wyłącznie w porze zimowej. Gęstość zaludnienia jest znaczna, na wyspie mieszka więcej niż 90 tysięcy ludzi, z czego w stolicy, nazywającej się tak samo jak cała wyspa, prawie 36 tysięcy. Rozwija się tu drobny przemysł, głównie olejarski, jest trochę winnic, plantacji cytrusowych, spore połacie zajmują lasy piniowe. Na polach spotyka się również zagony kartofli, widok w Grecji raczej rzadki. I jeszcze jedna swojskość: pola kukurydzy. Wnętrze wyspy, pagórzyste i górzyste, porastają zarośla typu maki albo też lasy dębowe i sosnowe. Najwyższa z gór nazywa się Pantokrator, ma 911 metrów wysokości i dźwiga na swym czubie kościół, zbudowany na fundamentach pogańskich. Ostatnie półtora stulecia było niespokojne. W 1799 roku zdobył wyspę — na czele rosyjsko-tureckiej floty — admirał Uszakow i proklamował symbolicznie Stany Zjednoczone Wysp Jońskich, zgodnie z fantazją cara Pawła. Zaraz potem wrócili Francuzi, póki ich nie przepędzili Anglicy. Niepodległość Wysp Jońskich niby się ostała, ale pod protektoratem Zjednoczonego Królestwa. Protektorat okazał się kulą u nogi i Anglicy się go wyrzekli w 1864 roku, przekazując Wyspy Jońskie Królestwu Grecji. Nastał spokój, który wszakże przerwały obie wojny światowe. W pierwszej z nich znalazły na Kerkirze azyl wojska serbskie i rząd serbski, w czasie drugiej okupacja włosko-niemiecka dała dię ludności ciężko we znaki.
Dziś zwłaszcza Niemcy, chętnie widziani przed pierwszą wojną, znowu są mile widzianymi pokojowymi przybyszami z kabzą pełną dewiz. Setki tysięcy turystów przybywa na Kerkirę wypoczywać. Wielu korzysta zresztą tylko z postoju statku, wiozącego ich z Brindisi do lądu greckiego. Ci oglądają pobieżnie kościół św. Spirydiona, miejscowego patrona, ogromnie czczonego przez ludność, patrzą z dołu na dwie twierdze, ongiś srogie znaki władzy, i wpadają do muzeum, głównie, aby obejrzeć świetny przyczółek świątyni Artemidy z okolic Peleopolis. Jest to jedno z najwcześniejszych, ocalałych dzieł rzeźbiarskich epoki archaicznej (druga połowa VI w. p.n.e.). — dziś w osobnym pawilonie.
Sporo tu zabytków z niedawnej epoki snobizmu i burżuazyjnych wczasów w Europie: wenecki teatr barokowy dla wytchnienia kolonizatorów, willa Monrepos, którą sobie wybudował oświecony angielski gubernator, pałac Achillejon, który w pompatycznym stylu neoklasycznym i z ogromnym nakładem kosztów postawiła sobie cesarzowa austriacka Elżbieta, willa Mimbelli, na którą, naśladując bogatszych kuzynów, wysilił się grecki Jerzy II.