Nowe Ateny

Plaka jest przeznaczona do zwiedzania, jak w Paryżu Montmartre, i wie o tym. Jej egzotyczny urok jest więc rochę sztuczny i konserwowany na siłę. To nie znaczy, by sprawiał wrażenie teatru. Ostatecznie, w stłoczonych kamieniczkach lub w willach na podestach mieszkają żywi ludzie, niepowołani do obsługi turystów. Wężowe zaułki, spadziste ogródki żyją własnym życiem. Turysta może się tylko otrzeć o nie. Dla turystów są ciasne restauracyjki i wątłe kawiarenki, skąpo oświetlone, nastrojowe. Jest to nastrój taniego romantyzmu, muzyczki z gitarą, kwiatów i dziewcząt o powłóczystych spojrzeniach, nastrój dla dewiz; ale podróżni to lubią, chcą się poddać i piją greckie rezynowane wino, a w tawernach grecki aperitif uzo.
Po całym dniu trudów mamy wilczy apetyt. Jadłodajnie na Place mogą go zaspokoić na różnym poziomie cen, w różnych kategoriach smaku. Kuchnia grecka oscyluje między francuskim szablonem w zeuropeizowanych hotelach dla gości dewizowych a tureckimi reliktami Bliskiego Wschodu w tawernach dla tubylców. Są pewne narodowe, popularne potrawy — o których już pisałem — jak znane i w Polsce Szaszłyki, pilafy i dolady. W każdej gospodzie podadzą ci smaczny kebab, różnoraką musake czy pieprzny kjeftedes — a w każdym barze możesz chybcikiem, na stojące pożywić się przy pomocy kokoreci, czyli parówek, przypiekanych na rożnie. Ale to są pospolite potrawy, które możesz popić najtańszym winem, albo wodą, albo jogurtem z przyprawami, jeśliś ryzykant.


A w wybranych restauracjach Plaki — inaczej. Renomowane restauracje na Place rezerwują dla ciebie dania specjalne, którymi się chlubią, do których spożycia gorąco cię zachęcają. Restauracja „Bacchus” serwuje juwecaki atomiko, czyli baraninę w sosie z makaronem. Restauracja „Damigos” namawia na bakaliarakia skordatia (wątłusz w oliwie z czosnkiem). Restauracja „Kastro” proponuje juwecaki chilopites, co się tłumaczy na mięso w cieście, specjalnie przyrządzone. Szef kuchni w „Rukunas” poleca perdikes me kastana i bekaces ciwet, czyli kuropatwę z kasztanami i potrawkę z bekasów.
A kelner z „To steki tu Jani” namawia cię na agriochiros, czyli na pieczeń z dzika. Wiele innych restauracji ma swoje specyfiki-smakołyki, choć nie każdemu smaczne, jak garides me karawides (rodzaj krabów) albo stania tu bekrl (jakieś mielone mięso z dodatkami) albo butaki sto urno (udziec barani) albo papakia me krasi nausis (młoda kaczka na winie) albo imas sti sturwia (specjalna pieczeń z rożna) i wiele innych. Wiele razy musielibyśmy zaglądać do restauracji na Place, gdybyśmy chcieli zgłębić wszelkie tajniki greckiej kuchni…
Ociężali wstajemy od stołu, po nasileniu ciała i pokrzepieniu ducha możemy wrócić do pieszej włóczęgi i iść w późny wieczór Plaki. Zaglądamy przez wysoko w suterenach umieszczone okienka do rzemieślniczych warsztatów, do szewców przy kopycie, do jakichś małych sklepików i handelków wątpliwymi antykami. Nawet w zaułkach i zakamarkach nie jest pusto i cicho. Ale turysta może nie żywić obaw: Plaka to nie Harlem. Nawet typy na oko mocno podejrzane są pełne życzliwości.
A noc ateńska jest jak w każdym dużym mieście, choć tylko na noc ateńską spogląda Akropolis Peryklesa i nasz.