Na wschód o Salonik

Athos

Pieszo na ośle lub na mule, wędrować stąd trzeba 2 godziny do mieściny Karje, gdzie urzędują władze administracyjne Atosu: święty synod, Zarządzający klasztorami i wyłonionych z niego czterech episłatów, i gdzie można też przenocować w małych hotelikach, prowadzonych przez, mnichów. Władze zatwierdzają wizę przybyłego i wydają mu coś w rodzaju glejtu, uprawniającego do zwiedzania klasztorów, nocowania w nich i spożywania wspólnego z mnichami posiłku; to upoważnienie nazywa się diamonitirion. Świadczenia są bezpłatne, jednakże wypada złożyć dobrowolnie datek na cele klasztorne. Mnisi na tej procedurze źle nie wychodzą. Z menu bywa zresztą rozmaicie: mnisi się nie głodzą, mogą pić kawę i wino, ale poszczą często i karnie, a w niektórych klasztorach obowiązuje tylko jarsko-rybna dieta.
Wędrówka po okolicy odbywać się może tylko pieszo lub na mułach. Dróg bitych brak. Gruntowne zwiedzenie klasztorów Atosu wraz z wejściem na górę Atos musi zająć co najmniej tydzień czasu (ważność diamonitirionu może opiewać aż na 21 dni). Trzy dni to minimum: klasztory są rozrzucone wzdłuż obu brzegów półwyspu, a skoro drogi do nich są tylko dla nóg człowieka lub zwierzęcia — wędrówka nimi trwa długo. Góra Atos z imponującym widokiem też powinna być nieodłącznym punktem programu. A towarzyszki podróży niech tymczasem wypoczywają w Salonikach. Atos weszło w drugie tysiąclecie swego istnienia. Żaden kataklizm z zewnątrz mu nie zagraża. A jednak…
Słabnie pobożność świata. Coraz trudniej o nowych elewów. Groźnie się zmniejsza liczba mnichów, uświęcających na Atosie swe dusze. Jeszcze przed stu laty było tu mnichów 7 tysięcy. Dzisiaj jest ich nie więcej niż półtora tysiąca. Reszta to klerycy i mężczyźni świeccy, dopełniający sumę 4900 mieszkańców „republiki”, Co dalej? Spośród dwudziestu czynnych klasztorów większość jest grecka, ale jest też klasztor rosyjski, klasztor serbski, klasztor bułgarski. Z uzupełnieniami ich składu liczebnego coraz większy kłopot. Jest to zjawisko ogólne, bo nawet z macierzystej Grecji coraz trudniej o wystarczający zastrzyk nowych sił. Atos się nie poddaje, zamienia się powoli w skansen klasztornego średniowiecza, czerpiący otuchę i zyski z turystyki. Znamienny wyłom w przepisach: wycieczki zbiorowe, statkiem, uzyskują na miejscu w Dafni zbiorowe przepustki, uprawniające (oczywiście tylko mężczyzn) do wejścia na ląd i obejrzenia paru przybrzeżnych klasztorów. Dalszą przyszłość Atosu widać jasno: stanie się atrakcyjnym muzeum życia średniowiecznego, jak na muzea przekształciły się ławry ukraińskie czy klasztor w bułgarskiej Ryle.