Na wschód o Salonik

Athos

Lata szły, wieki mijały, a na Atosie nic się nie zmieniało, mnisi żyli i umierali podług reguły św. Anastazego, rozdzieleni na dwa typy klasztornego życia; zenobitów i kojnobitów, żyjących gromadnie, według surowszej reguły — oraz idiorrytów, bardziej samodzielnych, rządzących się „republikańsko” i prowadzących odrębne mikrogospodarstwa, coś jak działki przyzagrodowe. Ponadto zamieszkują Atos anachoreci, obcujący z Bogiem tylko w pojedynkę według reguły św. Bazylego z Cezami kapadockiej, a dalej sarabaici, 2-3-osobowe komórki mnisze z własną kaplicą, i jeszcze dodatkowo brudni girowadzi, żebrzący, kręcący się tam i sami mnisi wędrowni. Całą mniszą społeczność łączyły częste posty i modły. Posty są ścisłe, a modlitwy zajmują 8 godzin na dobę. Ich apogeum przypada na porę nocną, od północy do czwartej, albo i piątej rano. Na laiku modły te robią niesamowite wrażenie; i sam rytuał, i jego tyrania. W klasztorach panuje surowa, feudalna hierarchia. Na czele stoi opat (hegumen) i rada starych (synaksis). Ojcowie nie wykonują prac fizycznych, te są zadaniem młodszych braci. Nowicjusze muszą przejść trzy stopnie, nim staną się pełnoprawnymi mnichami. Niekiedy im do tego czasu zdążą brody posiwieć i kręcone włosiska.
Lata mijały i wieki, a Atos trwał, niewzruszony jak szczyty nad klasztorami. Jakiś niewczesny przybysz z Korfu — mnich Eugenios Bulgaris, do którego dotarły idee Oświecenia — założył przy klasztorze Watopedi coś w rodzaju akademii filozoficznej (1768 r.). Mnisi dali się z początku nabrać, ale potem przerazili się, i nie bez racji. Więc Bulgarisa wygnali, a szkołę zamknęli. Z początkiem XX wieku — inny mnich, tym razem ruski, zaczął głosić jakieś herezje. Wysiedlono go stante pede, a wraz z nim 830 jego upartych zwolenników. I znowu nastał spokój, a rok już był 1913 od Narodzenia Pańskiego. Lata płyną nadal, Atos trwa. Jest w swoim odosobnieniu i wyniosłej pogardzie dla spraw świeckich twardy, nieustępliwy. Nadal tu obowiązuje kalendarz juliański, a godziny liczą się od wschodu lub od zachodu słońca, w jednym tylko „po ludzku”, od północy. Kto chce Atos zwiedzić, musi otrzymać osobną wizę z Eklisiastikon ipothoseon (Departament Spraw Cerkiewnych) Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Atenach, najlepiej wraz z pisemnym poleceniem z kancelarii arcybiskupiej w Atenach lub Salonikach. Turysta uzbrojony w takie dokumenty może już spokojnie przybywać do któregoś z maleńkich portów u nasady „palca” Atosu i stąd łodzią motorową dotrzeć do porciku Dafni, gdzie policja grecka odbiera mu paszport (zwróci go przy odjeździe z Atosu).