Na północy Peloponezu

Święty Okręg — czyli po grecku Altis — to równinka, porośnięta starymi drzewami i wysoką trawą, z której wyłaniają się zwały historycznych marmurów, ułomki kolumn, podstawy ścian i posągów. Cały obszar Olimpii, która nigdy nie była miastem, jest niziną, w uderzającym kontraście do obszaru górskich Delf wydanych wiatrom Parnasu. Olimpia pachnie upałem, i suszą, ciężko dyszącym gajem. Nad łożyskiem nikłego latem Kladeosu i nad Świętym Okręgiem wznosi się 80-metrowe wzgórze Kronion — najpierw miejsce kultu żeńskiego bóstwa już za przedminojskich i minojskich czasów, później poświęcone Kronosowi. Herakles — w mitologii greckiej tylko heros, ale ważniejszy od niejednego boga — powołany został do wypełnienia kultów matriarchalnych. Herakles pokonał Augiasza, Pelops pokonał Ojnomenosa i ustanowił igrzyska. To legenda. Świetność igrzysk przez tysiąclecie antyku — to jednak rzeczywistość.
Olimpią zarządzał Senat Olimpijski, złożony (od 572 r. p.n.e.) ze znakomitych obywateli Elidy (przedtem byli to obywatele Pisy), na czele stał pierwszy sekretarz, zwany bulografos. Powoływał on teokołów — kapłanów czuwających nad igrzyskami — a także spondoforów i teorów, których zadania były praktyczne — m.in. ustalenie terminarza igrzysk — w pewnym sensie propagandowe, a Grecy doceniali rolę reklamy. Do tego dochodzili mantowie — wróżbici, bez których żadna wielka Impreza w Helladzie odbyć się nie mogła. Do bezpośredniego kierowania przebiegiem igrzysk i sędziowania w poszczególnych konkurencjach powoływano dziesięciu hellandodików.


O samych igrzyskach można bardzo wiele albo kilkanaście słów. W najdłuższym stosunkowo okresie swego istnienia trwały po pięć dni — przy czym dzień pierwszy poświęcony był zawsze tylko modłom i przysiędze olimpijskiej zawodników. W dniu drugim, trzecim i czwartym toczyły się właściwe zawody, podzielone na kilkanaście dyscyplin (lekkoatletyka, zapaśnictwo, wyścigi rydwanów, pięciobój). Ostatni, piąty dzień poświęcony był znowu ceremoniom religijnym i uczcie na cześć zwycięzców, a także zabawom ludowym. Jedyną nagrodą zwycięzców była, jak wiadomo, gałązka oliwna ze świętego drzewa kallistefanos („dającego piękne wieńce”). Zwycięzcom, olimpionikom, wręczał je młody efeb, wybrany przez hellanodików. Uwieńczony nagrodą młody człowiek zażywał czci wielkiej: przecież jego posąg ustawiano w Olimpii (od podatków go też zwalniano).
Obok zawodów sportowych odbywały się różne dodatkowe imprezy o charakterze kulturalnym, brali w nich udział filozofowie, artyści, poeci — nic ważnego w Helladzle nie mogło się dziać bez nich. Wielu pisarzy wielbiło sport olimpijski, tej tradycji wierny jest i niejeden pisarz współczesny.
W 1894 roku młody miłośnik starożytnego sportu, Piotr baron de Coubertin rzucił hasło wznowienia Igrzysk Olimpijskich. Dwa lata później pierwszą nowożytną olimpiadę święcono w Atenach. Na progu olimpijskiej ziemi pali się wieczny znicz, z którego płomień przenoszą — nawet za morza, za oceany — wybrani zawodnicy, by patronował kolejnej olimpiadzie. Odbyły się one już i w Ameryce, i w Azji, i w Australii, o ile ich toku nie zakłócały wojny światowe. Ogień w zniczu pełga. Zawodnikom nie wolno być zawodowcami. Kto ściśle przestrzega tego prawa? Czy w sporcie zawodniczym amatorstwo jest możliwe? Rzeczywistość burzy marzenia. Ale wielka idea olimpijska, mimo wszystko, potężną siłą materialną.
Święty Okręg w ciągu wieków zabudowany został gęsto, ozdobiony bogato darami z całej Hellady i nawet od barbarzyńców. Wiele też dobudowali greckiemu Altisowi Rzymianie. Wprawdzie Sulla i Neron zagrabili wiele, ale Hadrian i paru innych „dobrych” cesarzy wyrównało te grabieże z nawiązką. Nawet Neron, jeśli jedną ręką kradł, to drugą podpisywał nakazy zbudowania dla siebie w Olimpii pałacu czy łuku triumfalnego.