Na północy Peloponezu

Najważniejszy gościniec peloponeski — z Argos do Pirgos, od Zatoki Argolidzkiej i Morza Mirtejskiego do Zatoki Kiparisyjskiej i Morza Jońskiego — dzieli Peloponez na część północną i południową. Przejdziemy najpierw tym gościńcem, a potem odwiedzimy inne obszary Peloponezu.

ARKADIA W SŁOŃCU I ŚNIEGU. Niziną Argolidzką jedziemy wzdłuż morza, krainą niezwykle urodzajną, dobrze nawodnioną, zamożniejszą niż górzysta część Peloponezu. Kraina wciąż pełna historycznych wspomnień i przedhistorycznych legend. W pobliskiej Kenchreaj pomału rozsypuje się mała piramida wzniesiona na cześć jakiegoś zwycięstwa tutejszego ludu, który dał się uwieść urokom piramid egipskich. W Lernię odkopano fundamenty domów, które padły ofiarą ognia i rabunku, jeszcze zanim powstały Mykeny. Hydra lernejska i mit o jej zabójcy Heraklesie to legenda dla Lerny tak różna w czasie, jak, nie przymierzając, mit i legenda Quo vadis w Rzymie wobec mitu Wilczycy, Romulusa i Remusa.


Za Lerną skręcamy na zachód, wznosząc się ostrymi serpentynami na zbocza coraz wyższych grzbietów, porosłych z rzadka jałowcem, za to z gęsta pokrytych żwirowiskami i rumoszem skalnym. Pierwsza miejscowość, do której docieramy, to już arkadyjski Achiadokambos. Przez góry i przełęcz schodzimy na dość urodzajną Wyżynę Arkadyjską, pośrodku której stoi stolica arkadyjskiego nomosu, miasto Tripolis (21 tys. mieszkańców).
W wyśnionym złotym wieku zaznawała arkadia rustykalnego szczęścia i spokoju pod oliwkami, ale w żelaznych rzeczywistych wiekach była prześladowana, nie mniej, a może bardziej niż inne helleńskie krainy. Wojny, najazdy, kolonizacje, wysiedlanie i wytępianie szły jedne za drugimi. Po masowej kolonizacji słowiańskiej powstały takie nazwy, jak Achladokampos, a sam Tripolis dłużej niż tym greckim mianem nazywał się Dobroglicą, co zatarto dopiero z końcem XIX wieku. Nic zresztą z tego zasiedlenia słowiańskiego nie pozostało, prócz nazw i pewnych etnicznych domieszek. Tripolis przejął funkcje trzech miast: Pallantion (4 km od dzisiejszego miasta, prawie żadnych ruin), Mantneja (14 km, bardzo skąpe ruiny) i Tegeja (9 km, odrobinę więcej ruin). Tegeja, to cel częstych wycieczek z Tripolisu, helleńskie ruiny świątyni Ateny, rzymskie mozaiki i kościoły bizantyńskie żyją tu w zgodzie pospólnej ruiny. Dzisiejszy Tripolis jął się rozbudowywać w XIX wieku, a rozszerzać w XX wieku, jest więc miastem, w którym ważny jest handel i przemysł (tekstylny, garbarski, winiarski), ważne życie doczesne, a nie historia. Lecz od historii uciec nie można: pasza Morel urzędował w Tripolis, greccy partyzanci napastowali go już w XVII wieku, a przepędzili zaraz na początku wojny wyzwoleńczej. Mahometan miejscowych wycięto, za co po kilku latach zemścił się powracający pasza. Po stu latach w Tripolisie osiadły władze hitlerowskie; więc znowu trzeba było za broń chwycić, tym razem bez względu na wyznanie. Za Tripolisem wjeżdżamy w nowe góry, dzielące nas od dorzecza Alfiosu. Zmienia się klimat, a więc zmienia się i krajobraz, pojawiają się lasy. Nawet latem można tu w cieniu zaznać chłodu, a zimą trafić na duży śnieg. W miejscowości Witina jesteśmy na wysokości 1030 metrów, a zatem wyżej niż w Kuźnicach Zakopiańskich. Szpilkowe lasy, owcze hale, kto morze i plaże ma przez cały rok, temu łatwo zatęsknić do gór. Witina jest letniskiem, które rozwija się w miarę, jak mu przybywa willi i pensjonatów; ostatnio próbuje również stać się zimowiskiem. Witina nie jedna w okolicy: Maguliana, Dimicana, Lefkochori, Stawrodromi także mają warunki na stacje klimatyczne i powoli dorabiają się sezonowych gości. Nie ma ich tylko na wysokości Zakopanego położona wieś Langadia, bo domy i domki piętrzą się jeden nad drugim, zamiast ustawić się w ordynku, co by umożliwiło w Langadii pobyt nie tylko wytrenowanych górali i alpinistów.