Kreta

KOLEJNE UPADKI. Kreta była oazą szczęścia i pokoju, władza i część ludności miały się dobrze. Czy mogło to trwać wiecznie? Dojrzała, syta cywilizacja kreteńska potrafiła wchłonąć najeźdźców achajskich i narzucić im swoje formy życia. Ale do czasu. Już po 1400 pne. — może na skutek drugiej fali podboju achajskiego — następuje, z początku powolny, ale niebawem coraz szybszy upadek cywilizacyjny i gospodarczy Krety. Dorowie nie zatrzymują się na Peloponezie, uderzają swoim żelazem na miedź i brąz obrońców Krety (w XI w. p.n.e.?). Ten drugi zabór jest dla kultury minojskiej katastrofalny. Rozsypują się pałace, ludność uchodzi w głąb litościwych gór i tutaj usiłuje zachować sytą wiarę i obyczaje. Zdobywcy nazywają ich Eteokreteńczykami i nie ścigają ich, toteż ci Eteokreteńczycy przez parę wieków zachowują swą odrębność. Ale znaczenia nigdy nie odzyskają i w I wieku pne. pozostaje po nich już tylko nazwa.


Homer znał z legend świetność Krety o stu (ściślej: o dziewięćdziesięciu) miastach, które pod Troję posłały najwięcej okrętów. Ale te sto miast wyludnia się, maleje, niknie i Kreta staje się prowincją życia greckiego, a jej udział w wielkiej historii Grecji klasycznej jest prawie żaden. Wojna Krety ze Spartą (340 r. p.n.e.) czy z Rodos (lata 205-201 p.n.e.) to równie podrzędne epizody, jak wojenki wewnątrzkreteńskie.
Potem Kreta dostaje się w tryby polityki rzymskiej, aż wreszcie wchodzi w skład państwa rzymskiego, po zdobyciu wyspy przez Metellusa, który za swój wyczyn (lata 69-67 p.n.e.) otrzymuje przydomek Creticus. Za rzymskiego pokoju Kreta znowu rozkwita, ale jako skromna prowincja (złączona administracyjnie, rzecz charakterystyczna, z afrykańską Cyrenajką). Potem zaczyna się karuzela kolejnych przemian; 462 lata przynależności do imperium rzymskiego. 428 lat przynależności do imperium wschodnio-rzymskiego, 134 lata panowania arabskiego, ponownie 249 lat związku państwowego z Bizancjum, a potem 459 lat panowania weneckiego, 155 lat panowania tureckiego, 26 lat panowania egipskiego, znowu 55 lat panowania tureckiego i jeszcze 15 lat autonomii, ale pod tureckim zwierzchnictwem.
Czy w ciągu tych przemian Kreta była tylko biernym obiektem cudzych napaści i zmagań? Okresami tak, ale okresami dawała też znać o swojej osobowości, i to czasem mocno. Chrześcijaństwo — ze św. Tytusem jako patronem — przyjęło się raczej bezkrwawo, przeciw zaborcom arabskim ludność także się nie burzyła. Natomiast zabór wenecki wywołał już trzy lata trwające powstanie (1363-65), po którym kolejno wybuchały następne. Panowanie Wenecji nie we wszystkich dziedzinach było zresztą ujemne. Nastąpiło za jej czasów godne uwagi kulturalne odrodzenie Krety, wyrażone przede wszystkim w powstaniu kreteńskiej szkoły malarskiej, z której wyszli artyści tej miary co Teofan z Krety, Michael Damaskinos i przede wszystkim Dominikos Theotokopulos, czyli El Greco.
Ale okres odrodzenia kreteńskiego mija dość szybko. Już w XVI wieku do nieszczęść naturalnych (trzęsienie ziemi, pożary) dołączają się napaści piratów, a w XVII wieku nasila się penetracja turecka, przeciw której ludność Krety walczy 22 lata z bronią w ręku. Klęska niesie upadek polityczny, upadek gospodarczy, nawet upadek obyczajowy. Szerzy się nędza. Mnożą się i bunty przeciw jarzmu. Zwłaszcza XIX wiek staje się świadkiem kolejnych powstań antytureckich, których naliczono kilkadziesiąt. Tłumione krwawo i okrutnie, stawały się jednak coraz bardziej kłopotliwe dla słabnącej Turcji.