Drugie miasto Grecji

U wejścia do czcigodnej, półtora tysiąca lat liczącej Panajia Achiroplitos napis, po dziś dzień nie zatarty, głosi, że sułtan Murad zdobył to poświęcone miejsce w którymś tam roku hedżry. Przy kościele św. Jerzego stoi nie zburzony meczet: do którego przylega cmentarz turecki. Nie opodal ściąga kupujących ruchliwy bazar, który, chociaż nie może się równać z bazarami tureckimi, zachował przecież w sobie jeszcze sporo zapachu i stylu orientu. Tak dochodzimy do zabytków z okresu osmańskiego, którymi jednakże są niemal wyłącznie meczety. Nie są one najbardziej szanowanymi w Salonikach zabytkami, przeciwnie, przypadła im w udziale rola użytkowa, pomieszczenia dla urzędów, sklepów, kawiarń, w jednym ulokowano muzeum, w innym usadowiło się biuro podróży, a w jeszcze innym, wstyd powiedzieć, kino. Nietknięty jest tylko pewien ottomański dom przy ulicy Demetriusza; w nim bowiem urodził się Mustafa Kemal Pasza, czyli Kemal Ataturk, Ojciec Turków. Dom zamieniono na muzeum, ale jakby zakonspirowane. Ma je w swej opiece konsulat turecki, i tylko konsulat wydaje pozwolenie na jego zwiedzanie.


A prawda, jest jeszcze w Salonikach Lefka Pirgos, czyli Biała Wieża, tak charakterystyczna dla nadmorskiego bulwaru Salonik, jak dla Gdańska żuraw. Weneccy jeńcy ją zbudowali jako fragment fortyfikacji obronnych, ale niebawem Turcy znaleźli dla niej właściwsze ich zdaniem użytkowanie: zamienili ją w więzienie, skutkiem czego nazwę Biała Wieża przemieniło pospólstwo na Krwawą Wieżę,
Osobnym kompleksem jest potężny akropol salonicki, z twierdzą, klasztorami, kościołami i zbitą w ciasny kłąb domów dzielnicą mieszkalną. Właściwie z klasztorów, niegdyś licznych, ocalał tu tylko jeden, Morii Wiatadon, z kościółkiem Przemienienia Pańskiego, klasztor mnichów z Krety, wyrabiających sukno wlati i handlujących nim z powodzeniem. Ubyło miejsc kościelnych, za to przybyło domostw, tłoczących się na poboczach stromych uliczek i usiłujących zamaskować swe ubóstwo miniaturowymi ogródkami, mikroskopijnymi pergolami, lilipucimi daszkami w kwiatach. Ku temu mrowisku ludzi i murków suną spychacze i brygady budowlanych, nowoczesne bloki mieszkalne wdzierają się wyżej i wyżej.
Na dwie strony od akropolu salonickiego odchodzą potężne mury, strzegące miasta od strony lądu i zwieńczone wieżami, blankami, wykuszami. Zbudowali je Bizantyńczycy, a dopełnili Osmanie. Miały 8 kilometrów długości, ocalała z nich więcej niż połowa. Niezmiernie interesujące jest ich zwiedzenie, zwłaszcza w okolicy wieży Manuela I i wieży Andronika II. Szczyt akropolu salonickiego zajmuje Eptapirlion, Cytadela, niestety — nie do zwiedzania. Zluzowała bowiem niepojemną i mniej obronną Krwawą Wieżę w jej więzienniczych funkcjach. Napisy przestrzegają, by nie podchodzić zbyt blisko do ponurego, białego gmachu o zakratowanych, ciężkich oknach.
Są jeszcze w Salonikach orientalne kafejony oraz liczne i przymilne piaszczyste plaże. Najpopularniejsze z tych plaż to Arecu i Epiwatis, najprzyjemniejsza Ajia Triada. Przy każdej z nich jest sieć restauracji i gospód, z których nawet skromne oferują bardzo wymyślne potrawy rybne. Kto gustuje w spacerach, w małych skokach za miasto, znajdzie ładne okolice w pobliskich górach Chortiatis, których najwyższy szczyt wznosi się na wysokość 1200 metrów, a więc wcale pokaźną, tak że wejście nań to już całodniowa wycieczka. Kto chce polować i łowić ryby, też może zaspokoić swe upodobania, a to nad jeziorami Wołwi (Besikion) i Koronia. A kto chce się leczyć, ma źródła lecznicze w Langadas, Sedes i innych jeszcze miejscowościach. Wszędzie oczekują podróżnego hotele dobrych kategorii, wytworne restauracje i panoramy – jedna taka góra z widokiem i restauracją z tarasem nazywa się po prostu: Panorama. Przy dobrej pogodzie widać z tej Panoramy Olimp, najświętszą górę Hellady…